Poseł nie jest instytucją, która załatwi wszelkie problemy życiowe

0
681
Andrzej Maciejewski,poseł na Sejm RP VIII kadencji

O kończącej się kadencji parlamentu i działaniach na rzecz naszego regionu rozmawiamy z posłem na Sejm RP z Klubu KUKIZ 15’, Andrzejem Maciejewskim.

– W Sejmie VIII kadencji zadebiutował Pan w roli posła. Proszę przypomnieć, z jakimi hasłami szedł Pan do wyborów.

Przede wszystkim chciałem się skoncentrować na sprawach Warmii i Mazur. To specyficzny region, wymagający wielu zmian, a przede wszystkim zmian jakościowych, jeżeli chodzi o klasę polityczną. Ogólniejsze postulaty, to przede wszystkim zmiana konstytucji i, jak się okazuje, jest to cały czas aktualne.

– Dlaczego wybrał Pan pracę w  Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej?

Pracuję w trzech Komisjach. W Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej pełnię funkcję przewodniczącego, ale jestem też członkiem Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, której między innymi podlegają Policja, Straż Graniczna i Straż Pożarna oraz Komisji Energii i Skarbu Państwa,  zajmującej się zagadnieniami, związanymi  z energetyką. Najbardziej bliska jest mi Komisja Samorządu. To efekt mojego doświadczenia życiowego  i dotychczasowych zainteresowań. W rodzinnych Bartoszycach  przez kilka lat byłem radnym i przewodniczącym Rady Miasta,  co pozwoliło mi poznać podstawy samorządności.

– Jakie jest  miejsce Klubu Kukiz 15’ w Sejmie pod koniec VIII kadencji?

Cały czas jesteśmy trzecim ugrupowaniem w Sejmie, chociaż  na początku było nas 42 posłów, a obecnie zostało 26. Bez wątpienia nie jesteśmy ani lewicą, ani skrajną prawicą. Określiłbym nas jako ugrupowanie centroprawicowe. Każdy z nas jest inny, jest indywidualnością i to jest bardzo naturalne. Poseł Kukiz15ma prawo realizować swój program, szczególnie w odniesieniu do potrzeb okręgu, który reprezentuje. Jako klub poselski ustalamy nasze stanowisko przed głosowaniami, ale bardzo często nasi posłowie otrzymują jedynie rekomendacje. Oznacza to, że głosujący ma prawo wyboru i nie obowiązuje nas dyscyplina partyjna.

– Obecna kadencja kojarzy się niewątpliwie z wielkimi programami socjalnymi uruchomionymi przez rząd i brakiem chęci przeprowadzenia radykalnych reform, związanych chociażby z funkcjonowaniem systemu podatkowego. Tak naprawdę rząd skupił się jedynie na uszczelnianiu systemu podatkowego.

W naszym klubie były trzy stanowiska odnośnie 500+. Ja byłem w grupie popierającej ten projekt dlatego, że prosili o to moi wyborcy. Z reguły przy trudniejszych głosowaniach konsultuję się z nimi  na przykład podczas spotkań lub w mediach społecznościowych. Traktowałem program 500+ jako pewnego rodzaju wsparcie godnościowe. Nie zmienia to faktu, że nasz klub cały czas domaga się zwiększenia kwoty wolnej od podatku. Nie możemy karać osób pracujących wysokimi podatkami. Musimy dać ludziom naturalną podwyżkę, którą sami sobie zapewnią, pracując. Na tym polega różnica między nami a PiS. My chcemy dać ludziom pieniądze z ich pracy i zabrać je  politykom. Politycy tak naprawdę nic nikomu nie dają, bo nie mają własnych pieniędzy. Większość partii przy władzy ma tendencje wielkopańskie- daje, zabiera, przydziela, kupuje samochody dla straży pożarnej, buduje drogi. Tak naprawdę  wszystko to finansują podatnicy.  Uważamy, że kwotą wolną od podatku powinno być 30 tysięcy złotych. W kieszeniach podatników pozostaną realne pieniądze. Będą bogatsi dzięki temu, że pracują, a nie-siedzą w domu. Obywatel będzie miał pieniądze do swojej dyspozycji, co oznacza, że będziemy mogli ograniczać wydatki socjalne. Byłoby to z zyskiem także dla gospodarki. Pieniądze nie wpłyną natychmiast do budżetu, ale wrócą do niego w postaci podatku VAT od zakupów. To najważniejszy podatek, bo jest najszybciej pobierany i najtańszy w poborze.  To jest nasza filozofia patrzenia na rynek pracy w Polsce. Nie politycy mają nam dawać pieniądze, ale sami powinniśmy je sobie wypracować.

– Druga, ważna sprawa, o której mówi się od początku obecnej kadencji, jest związana z reformą sądownictwa. Czy uważa Pan, że ludzie rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi?

Myślę, że tak. Do mojego biura poselskiego zgłaszają się głównie ludzie, którzy wiele lat spędzili w sądach. To 90% wszystkich próśb o interwencje , które trafiają do mnie jako posła. Ludzie wiedzą ile kosztują adwokaci, sprawy sądowe i ile lat trzeba spędzić, żeby cokolwiek załatwić. Jest bardzo duża rozbieżność w orzeczeniach w różnych sądach w kraju. W tym samym  budynku sądu, w identycznych sprawach, zapadają dwa różne wyroki. Jesteśmy zwolennikami wprowadzenia instytucji sędziów pokoju, a więc prostej formuły orzekania bez wchodzenia w kosztowne, długotrwałe postępowania sądowe. Sędzia pokoju powinien być wybierany w wyborach powszechnych w swoim środowisku jako osoba godna zaufania, z doświadczeniem życiowym i prawniczym. Orzekałby w  drobnych sprawach cywilnych, nie wymagających przeprowadzania ekspertyz. Sprawy, które nigdy nie powinny trafić do sądu, byłyby rozstrzygane w szybkim tempie. W tej chwili  sądy są zablokowane.

– Czego potrzeba naszemu samorządowi?

Prostego, czytelnego prawa i skutecznego systemu finansowania. Ponadto potrzebujemy konsekwencji. Bardzo często rządy nie są konsekwentne. Nie realizują postanowień, często zmieniają decyzje. Dotyczy to na przykład reform oświatowych, które pociągnęły  za sobą pieniądze od samorządów, czyli podatników. Podobnie jest z systemem lecznictwa, który też dotyka samorządy. Nie jesteśmy konsekwentni, nie do końca mamy wszystko doprecyzowane. Nie oznacza to, że nie mamy też  sukcesów. Cała sztuka powinna polegać na wyciąganiu wniosków i przekuwaniu ich w sukces dla wszystkich. Udało mi się przekonać Prezydenta RP Andrzeja Dudę do powołania komisji kodyfikacyjnej przy Prezydencie po to, aby uporządkować prawo samorządowe i, co najważniejsze, dokończyć reformę samorządu.

 – Co jest złe w obecnej ustawie?

Sprawa jest bardzo prosta. Zadania własne samorządu  muszą być zbilansowane z kwotami. Nie może być tak, że ktoś wymyśla zadania i nie daje na to pieniędzy. Niestety, istnieje powszechna praktyka, że nakładamy na gminy obowiązki, na które nie przekazuje się środków, co powoduje  pogłębienie ich  problemów finansowych. Mamy obecnie dyskusję o podwyżkach dla nauczycieli. Pieniądze na ten cel pochodzić będą od samorządów, które już teraz dokładają do oświaty minimum 50 %. Kwota, jaka zostanie zaproponowana przez pana Premiera przy okrągłym stole nie ma znaczenia, bo i tak opłacą ją samorządy. Pani minister twierdzi z mównicy sejmowej, że płace nauczycielskie są przekazywane samorządom w 100%. Ja mówię, żeby w takim razie rząd płacił bezpośrednio nauczycielom. Samorządy niech utrzymują budynki, dowożą dzieci do szkół, karmią je, zapewniają podstawową opiekę, przeprowadzają inwestycje, a rząd niech płaci pensje nauczycielom. I okazuje się, że nie ma takiej woli, bo pani minister wie doskonale, że to, co przekazuje rząd w subwencji nie wystarcza nawet na płace. To bardzo gorzka prawda, którą, jako poseł,  miałem  okazję poznać przez ostatnie cztery lata.

– Budżet państwa powinien w większym stopniu finansować zadania jednostek samorządu terytorialnego?

Nie budżet państwa- ustawa, w której zostaną precyzyjnie określone zadania samorządowe, środki, jakimi dysponuje na ich realizację. W tej chwili samorządy mają wpływy z podatku dochodowego, natomiast nie mają udziału w podatku VAT. Jestem zwolennikiem tego, żeby samorządy miały wpływy z VAT-u. W najlepszej sytuacji jest gmina, bo ma własny majątek, podatki od nieruchomości, od ziemi, podatek rolny itd. Najgorzej jest w powiecie i samorządzie wojewódzkim, które dostają jedynie subwencje, dotacje, albo środki unijne. Musimy pamiętać, że nadchodzący brexit kompletnie zmieni sytuację. Budżet unijny zostanie całkiem zmieniony.

– W jakim kierunku powinno się rozwijać nasze województwo ?

Na pewno jesteśmy bardzo specyficznym regionem. Powinniśmy wybrać nasze mocne strony i je rozwijać a słabe niwelować. Jedno jest pewne- Warmia i Mazury nie będą mieć nigdy gigantycznych super autostrad. Po prostu nie da się zrobić takich dróg między jeziorami. Samorząd województwa stawia mocno  na rozwój turystyki, przemysłu meblarskiego, wykorzystanie zasobów wodnych. Nigdy nie będziemy Egiptem ani Chorwacją. Klimat mamy taki, jaki mamy. Ludzie w branży turystycznej wiedzą, że marzenie o całorocznym sezonie jest nierealne. Powinniśmy myśleć raczej o sposobach na jego wydłużenie. Znam przypadki wydłużenia sezonu nawet do 9 – 10 miesięcy. Poszły za tym ogromne inwestycje w rozwój bazy, oferty i przemyślana działalność powiatów i gmin.

– Przekop Mierzei Wiślanej stanie się motorem napędowym dla naszego regionu?

To ważna inwestycja. Wiele było już takich działań w historii świata. Kanał Sueski też nie jest naturalny. Jest to wyzwanie, ale wierzę, że damy radę.

– Jakie sprawy ważne dla naszego regionu załatwił Pan podczas mijającej kadencji, a czego nie udało się zrobić?

Mam kilka małych sukcesów. Będąc szefem sejmowej Komisji Samorządu stałem się twarzą samorządu na terenie Sejmu. Nawiązałem intensywne kontakty z samorządowcami w skali mojego okręgu i całego kraju. Poparłem wiele inicjatyw samorządowych, np. przywrócenie praw miejskich Wielbarkowi. Wsparłem utworzenie strefy ekonomicznej w Węgorzewie. Byłem zaangażowany w to, aby nie powstał ośrodek dla uchodźców w Olecku. Zorganizowałem  dwie komisje wyjazdowe odnośnie prawa wodnego w naszym regionie, aby nasi przedsiębiorcy z branży turystycznej nie musieli płacić za dużych podatków . Doczekałem się jako poseł pierwszego prawomocnego wyroku w kwestii kredytów frankowych. Mamy wypowiedź Sądu Najwyższego w tej sprawie. Sądzę, że też mam swój mały udział w tym sukcesie.

– Jako jeden z niewielu parlamentarzystów naszego regionu stara się być Pan obecny na oficjalnych spotkaniach, ale widać też Pana obecność „w terenie” i to od początku kadencji. Kontakt z wyborcami nie przyprawia Pana o „ból głowy”?

Nie, bo nie ma nic gorszego niż polityk, który unika swoich wyborców. Polityk jest dla ludzi i nie może się ich bać. Praca posła polega właśnie na tym, żeby być jak najczęściej wśród wyborców. Jeżeli nie będę się z nimi spotykał, nie poznam ich opinii na różne tematy. W niektórych gminach od początku kadencji byłem nawet 2-3 razy, a w moim okręgu odwiedziłem wszystkie. To świadczy o tym, że poseł, jeżeli chce, może być aktywny w terenie.

– Zazwyczaj ludzie przychodzą na dyżury poselskie, szukając pomocy w załatwieniu spraw, których nikt inny nie chce lub nie może im załatwić. Jak to wygląda w Pana przypadku?

Moim zdaniem poseł nie jest Biurem Pracy, ani instytucją, która załatwi wszelkie problemy życiowe. Trzeba to wyraźnie powiedzieć. Dlatego staram się skupić na kwestiach samorządowych, bo, robiąc coś dla danej gminy albo związku gmin, można pomóc nie jednej, a setkom i tysiącom osób. To był mój główny cel, kiedy podjąłem decyzję kandydowania do Sejmu. Nie skupiałem się na tematach indywidualnych. Na początku dostawałem tak dużo próśb o pomoc od frankowiczów, że po pierwsze, nie nadążałem tego czytać, a po drugie, były to bardzo osobiste dramaty. Nie da się pomóc tym ludziom jednostkowo. Postanowiłem, że będę się skupiał na działaniach systemowych. Uruchomiłem armię współpracowników, którzy w moim imieniu obserwują przebieg spraw sądowych i zajmują się wspieraniem konkretnych osób w sądach.

Dariusz Gołębiowski

 

BRAK KOMENTARZY