Indykpol AZS Olsztyn przegrał po pięciosetowym boju

0
912

Indykpol AZS Olsztyn podejmował we własnej hali Asseco Resovię Rzeszów. Mecz ten był niezwykle ważny dla układu tabeli. Olsztynianie dobrze rozpoczęli to spotkanie, ale z biegiem meczu to rywale dochodzili do głosu.

Indykpol AZS Olsztyn podchodził do spotkania z Resovią po porażce w ostatniej kolejce. Olsztynianie zagrali bardzo dobry mecz z liderem rozgrywek, ale niestety powrócili do Olsztyna bez zdobyczy punktowej. Mecz przeciwko Resovii, olsztyńscy siatkarze rozpoczęli wręcz kapitalnie. Cała ta pierwsza partia była znakomita w ich wykonaniu.

AZS był niesamowicie skuteczny w ataku. W tym elemencie przewodził Wojciech Włodarczyk, który był nie do zatrzymania. Kończył praktycznie wszystkie ataki i Paweł Woicki wiedział do kogo rozgrywać trudne piłki. Jednak prawda jest taka, że każdy z olsztyńskich siatkarzy prezentował się wręcz znakomicie. Goście natomiast mieli wiele problemów z przyjęciem zagrywki, jak i ze skutecznym atakiem. Ostatecznie to AZS wygrał pierwszą partię 25:19.

Drugi set był już dużo bardziej wyrównany. Walka toczyła się punkt za punkt, ale to gospodarze byli zawsze trochę z przodu. W tym secie oba zespoły popsuły mnóstwo zagrywek, ale stało się tak, ponieważ zagrywka grana była na pełnym ryzyku. W tej partii oglądaliśmy wiele ciekawych i długich wymian, które najczęściej kończyły się dobrze dla akademików z Olsztyna. Naprawdę walka o każdą piłkę była niesamowita. Olsztynianie przeważali zwłaszcza w ataku. Proszę sobie wyobrazić, że Wojtek Włodarczyk miał 75% skuteczność w ataku, co jest niesamowitym wynikiem. Tą partię AZS znowu mógł zapisać na swoje konto i w meczu mieliśmy 2:0.

Po dziesięciominutowej przerwie obraz meczu diametralnie się zmienił. Goście zaczęli kapitalnie i mocno serwować, a olsztynianie mieli ogromne problemy z przyjęciem zagrywki, a do tego w ataku także zdarzały im się proste błędy. Trzeba jednak przyznać, że zespół z Rzeszowa naprawdę zaczął grać na kapitalnym poziomie. Resovia wygrała bez żadnych problemów trzeciego seta, a i w czwartym radziła sobie bardzo dobrze.

Od początku goście wyszli na prowadzenie i pomimo tego, że AZS próbował walczyć i zbliżał się do rywali, to oni przez całą partię byli z przodu. W olsztyńskiej drużyny w tym fragmencie meczu było dużo niedokładności, zarówno jeżeli chodzi o rozegranie, jak i atak. Kapitalną zmianę u gości dał Dawid Dryja, który swoją zagrywką sprawiał, że Paweł Woicki musiał rozgrywać większość akcji z wysokiej piłki. Olsztyńscy siatkarze naprawdę się starali i za grę w tym secie nie można ich ganić, ale niestety to nie wystarczyło i byliśmy świadkami tie-breaka.

Piąty set bardzo przypominał czwarta partię. Było dużo walki, ale to rzeszowianie byli z przodu. Olsztynianom wpadały w boisko bardzo proste piłki. Bardzo dużo kiwek, które spokojnie można było obronić wpadało w pole gry. Do tego u gości zaczął funkcjonować blok, a swoja skuteczność gdzieś zatracił Wojtek Włodarczyk. To wszystko sprawiło, że to goście z Rzeszowa wygrali ten mecz 2:3.

Czy można coś zarzucić olsztynianom w tym meczu? Raczej nie. W dwóch pierwszych setach grali kapitalnie i wykorzystali pełen swój potencjał, a w następnych partiach to goście grali znakomicie. Decydująca w tym meczu okazała się zagrywka, która w wykonaniu rzeszowian była na poziomie wręcz niebotycznym. AZS walczył, starał się i widać, że jest w stanie rywalizować z zespołami z czołówki, ale jednak jeszcze czegoś brakuje, żeby z nimi wygrywać.

Fotorelacja:

BRAK KOMENTARZY