Spór o subwencję oświatową

0
148
bankier.pl

Przyszłoroczna subwencja oświatowa może nie jest subwencją marzeń, ale zdecydowanie rośnie – podkreśla wiceminister edukacji Marzena Machałek. Nie mamy eldorado – odpowiadają samorządowcy.

W poprzednim tygodniu w resorcie edukacji odbyła się dyskusja o sposobie podziału subwencji oświatowej w 2020 roku. A właściwie o jej wysokości, bo samorządowcy nie chcieli rozmawiać wprost o algorytmie dzielącym pieniądze między poszczególne JST. Jak wskazywali, ogólna kwota jest za mała, więc dyskusja o wagach ministerialnego algorytmu to tylko „intelektualne doświadczenie”.

W przyszłym roku subwencja oświatowa ma wynosić blisko 50 mld zł, co oznacza, że będzie o 6 proc. wyższa od tegorocznej. Jak zapewnia rząd, w tej kwocie zostały uwzględnione m.in. przechodzące na 2020 r. skutki tegorocznej wrześniowej podwyżki wynagrodzeń nauczycieli zatrudnionych w szkołach i placówkach oświatowych prowadzonych przez samorządy oraz skutki finansowe zmiany liczby etatów nauczycieli zatrudnionych w szkołach i placówkach oświatowych prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego w 2020 r. W uzasadnieniu do budżetu nie wspomniano natomiast o skutkach podwyżki minimalnego wynagrodzenia za pracę. I właśnie o to m.in. upominają się samorządowcy.

„Czy planując w budżecie państwa wydatki na edukację, uwzględniliście państwo skutki rozporządzenia Rady Ministrów o wzroście płacy minimalnej do 2600 zł?” – dopytywał Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Wskazywał przy tym na niewielkie tylko różnice wprowadzone w projekcie budżetu już po przyjęciu przez rząd nowych przepisów płacowych. Projekt przekazany Radzie Dialogu Społecznego pod koniec sierpnia zakładał, że subwencja oświatowa wyniesie 49 mld 735 mln 775 tys. zł; projekt skierowany do Sejmu we wrześniu, a więc już po przyjęciu nowej stawki płacy minimalnej, zakłada kwotę wyższą o niespełna pół miliona.

„To oznacza, że skutki podniesienia płacy minimalnej nie zostały uwzględnione przy planowaniu wydatków na edukację” – stwierdził Marek Wójcik. Wskazywał też, że w jego opinii niedoszacowane są skutki podwyżek – o 600 mln zł ta z 2018 r. i ok. 400 mln zł ta z 2019 r.

Wiceminister edukacji, Marzena Machałek, podkreślała w odpowiedzi, że subwencja w ostatnich latach z roku na rok rośnie.

„Przez lata mieliśmy stan zapaści; dzisiaj subwencja oświatowa rośnie o 3 mld zł rocznie. Wzrasta też kwota standardu finansowego na ucznia – w przyszłym roku ma to być 5982 zł, to o 416 zł więcej w stosunku do tego roku” – wyliczała.

Strona samorządowa podkreślała z kolei, że wzrost subwencji jest nieprzystający do wzrostu wydatków oświatowych. „Posługiwanie się jedną stroną równania, mówienie o tym, że nam wzrasta subwencja oświatowa to tylko pół prawdy” – odpierał Marek Wójcik. „W latach 2015-2018 dochody samorządów z PIT i CIT wzrosły o 15,4 mld zł w skali kraju. Ale nasze wydatki bieżące w tym samym czasie wzrosły o 19,2 mld zł. Tylko bieżące – nie żadne inwestycje, nie żadne wydatki majątkowe. Nie mamy eldorado” – mówił.

Wiceminister Marzena Machałek oceniła natomiast, że subwencja oświatowa jest „taka, jaką wywalczyliśmy”.

„Nie mam przeświadczenia, że z powodu opinii o rozporządzeniu subwencja oświatowa się zwiększy. Macie państwo przed sobą konkretną kwotę subwencji, która może nie jest subwencją marzeń, ale zdecydowanie rośnie. Przyjmujemy do wiadomości, że jest to za mała subwencja w stosunku do potrzeb samorządów. Ale dzisiaj dyskutujemy o sposobie jej podziału” – podkreślała.

Samorządowcy nie chcieli jednak rozmawiać o algorytmie. „Polityka MEN sprowadza się do tego, żeby nas jako jednostki samorządu terytorialnego wstawić w pozycję tych, którzy będą się bić o to, czego i tak jest za mało. Jeżeli mamy systemowy niedomiar środków, to cały algorytm sprowadza się do ustalenia, kto będzie musiał dopłacić więcej, a kto będzie musiał dopłacić mniej” – ocenił Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich. „Zaczynamy w samorządach osiągać kres wydolności, jeżeli chodzi o możliwość spięcia bieżących wydatków oświatowych. Dyskusja odnośnie poszczególnych wag algorytmu jest bardzo interesującym doświadczeniem o charakterze intelektualnym, ale to niestety w żaden sposób nie poprawi dramatycznej sytuacji w oświacie” – komentował.

Jerzy Jakubczuk, dyrektor Departamentu Współpracy z Samorządem Terytorialnym wskazywał z kolei w dyskusji, że subwencja rośnie, mimo że spada liczba uczniów. „Z danych wykazanych w SIO wynika, że o około 0,8 proc. zmaleje nam liczba uczniów w systemie, więc musimy pamiętać, że zadania w pewnych obszarach ulegają zmniejszeniu” – podkreślał.

Strona samorządowa argumentowała tymczasem, że spadająca liczba uczniów nie oddaje sytuacji w oświacie. „Zmniejsza się liczba uczniów, ale stale zwiększa się zakres naszych zadań oświatowych” – zaznaczyła Ewa Dumkiewicz-Sprawka, dyrektor wydziału oświaty w lubelskim ratuszu. „To, że obok nauczyciela głównego mamy 7-8 wspomagających w klasach, to, że mamy mało uczniów, a musimy organizować dwa oddziały, to, że otrzymuję negatywnie zaopiniowany arkusz organizacyjny, bo w szkole policealnej dla dorosłych nie uwzględniłam pomocy psychologiczno-pedagogicznej z powodu braku chętnych – to wszystko jest wynik przepisów” – wyliczała. „Jak się patrzy na subwencję oświatową, to zgadzamy się, że ona rośnie, ale nasze wydatki też rosną. My sobie musimy tu o wielu rzeczach powiedzieć” – stwierdziła.

Strona samorządowa odmówiła zaopiniowania projektu rozporządzenia w sprawie sposobu podziału części oświatowej subwencji do czasu przedstawienia przez MEN szczegółowych danych uwzględnionych przy wyliczaniu kwoty przyszłorocznej subwencji oświatowej. Przedstawiciele ZMP i ZPP zawnioskowali nawet do ministerstwa edukacji o udostępnienie korespondencji z resortem finansów, żeby dowiedzieć się, o jaką kwotę subwencji ogólnej wnioskował resort Dariusza Piontkowskiego.

We wtorek dane o subwencji oświatowej ma przedstawić stronie samorządowej Ministerstwo Finansów; w środę projektem ponownie zajmie się Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Propozycja MEN zakłada, że finansowy standard A, czyli kwota subwencji przypadająca na jednego ucznia przeliczeniowego, ma wynosić w 2020 roku 5985,52 zł. Większe pieniądze trafią do samorządów m.in. na uczniów małych szkół w gminach o trudnej sytuacji finansowej (ok. 600 zł więcej), na uczniów kształcących się w zawodach o istotnym znaczeniu dla państwa (ok. 1700 zł) czy uczniów uczących się w zawodach o szczególnym znaczeniu dla kultury i dziedzictwa narodowego (ok. 1200 zł). Ponadto samorządy mają otrzymać w subwencji środki na wypłatę świadczenia „na start” dla nauczycieli stażystów.

Źródło: Serwis PAP

BRAK KOMENTARZY