Większe wydatki na armię nie gwarantują korzyści dla gospodarki

0
324

Wydatki na armię mogą się stać motorem napędowym dla polskiej gospodarki – oceniają ekonomiści. W ich opinii będzie to możliwe wówczas, gdy publiczne zamówienia będą się w większym stopniu przekładały na krajowy przemysł. Kluczowe mogą się okazać m.in. zdolność polskich firm do produkcji większej ilości sprzętu i kompetencje technologiczne, a tym samym ograniczenie importochłonności. 

– Wydajemy już bardzo dużo na obronność. W tym roku wydamy 200 mld zł, trzykrotnie więcej niż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Jesteśmy liderem w NATO pod względem udziału wydatków w PKB, ale nie jesteśmy nim w zakresie eksportu naszych własnych wyrobów i wykorzystania umów kooperacyjnych na rzecz polskiej gospodarki podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club.

Według ubiegłorocznych szacunków Deloitte’a całkowite nakłady na obronność w latach 2025–2035 wyniosą 1,9 bln zł. To ponad dwa razy więcej niż między 2014 a 2024 rokiem (825 mld zł).

 W kolejnych latach wydatki na obronność będą się zmieniały. Dzisiaj na modernizację, czyli wydatki na zakupy nowego sprzętu, plus badania i rozwój, wydajemy blisko 50 proc. budżetu. Docelowo to będzie około 1/3, ponieważ wzrośnie udział w tej strukturze wydatków utrzymania i wydatków również na ludzi, czyli po prostu na wojsko, które osiągną prawie 45 proc.  wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski. Jest to strukturalna zmiana budżetowa. Już nie będzie możliwości cięcia wydatków. Każdy kupiony sprzęt ma cykl życia 40–50 lat. Trzeba go utrzymywać, modernizować, a do tego również potrzebni będą ludzie, którzy muszą zostać przeszkoleni. Udział wydatków w PKB nie będzie spadał.

Zgodnie z raportem Deloitte’a największą część budżetu w kolejnej dekadzie pochłoną wydatki osobowe, w tym wynagrodzenia, emerytury i renty wojskowe (719 mld zł). Na zakup nowego sprzętu oraz badania i rozwój przeznaczone zostanie 503 mld zł, a na infrastrukturę wojskową 111 mld zł.

Jak podkreśla ekspert, struktura wydatków może się okazać równie ważna jak ich skala. W niektórych warunkach koszty inwestycji w modernizację armii mogą przewyższyć korzyści dla gospodarki i polskiego przemysłu.

– Krajowa wartość dodana może się pojawić tylko wtedy, kiedy spadnie udział importochłonności. Wzrośnie udział badań i rozwoju w firmach przemysłu obronnego, które będą generować wyższą wartość dodaną, czyli wyższe płace i zyski. Ten punkt nie jest dzisiaj objęty jakimkolwiek programem gospodarczym czy nawet polityką przemysłową – uważa główny ekonomista Business Centre Club.

Analiza Deloitte’a wskazuje, że ok. 40 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych fizycznie w Polsce, większość więc będzie pochodzić z importu. PKO BP w swoim raporcie „Wydatki militarne – bezpieczeństwo i rozwój” szacuje, że na sam sprzęt do 2035 roku Polska przeznaczy ponad 640 mld zł.

– Paradoksalnie projekt SAFE, który jest projektem europejskim, bardzo wzmacnia polską gospodarkę. Według rządu 90 proc. zamówień trafi do polskiego przemysłu obronnego, a zaledwie 10 proc. za granicę. Dotychczas było odwrotnie – ok. 37 proc. zamówień trafiało do polskiego przemysłu obronnego, reszta była kupowana za granicą przypomina prof. Paweł Wojciechowski.

Według analiz PKO BP dodatkowy popyt w latach 2024–2035 wygeneruje ponad 1,3 bln zł dodatkowego PKB, co stanowi ok. 38 proc. PKB z 2023 roku. Nawet przy założeniu wysokiej importochłonności wydatków zbrojeniowych ich łączny wpływ na PKB Polski będzie pozytywny i wyższy niż poniesione nakłady. Pozytywne skutki gospodarcze mogłyby być jeszcze większe, gdyby wysiłek modernizacyjny łączył się z rozbudową krajowego przemysłu zbrojeniowego. Eksperci banku obliczyli, że spadek importochłonności zakupów sprzętu o połowę (z 60 proc. do 30 proc.) zwiększyłby efekt dla PKB o ok. 360 mld zł w badanym okresie.

ŹRÓDŁO: Newseria

BRAK KOMENTARZY