Sokół Ostróda w meczu dziesiątej kolejki trzeciej ligi pokonał MKS Ełk. Mecz obfitował w wiele zwrotów akcji i rozstrzygnął się dopiero w samej końcówce.
Przed dziesiątą kolejką Sokół Ostróda z dorobkiem sześciu punktów, zajmował przedostatnie miejsce w ligowej tabeli, natomiast ich rywal z Ełku miał na koncie tylko jeden punkt więcej, dlatego śmiało można powiedzieć, że było to spotkanie o przysłowiowe sześć punktów. Zwycięstwo w tym meczu dałoby jednej z drużyn trochę oddechu przed następnymi spotkaniami.
Lepiej w mecz weszli ostródzianie, którzy bardzo szybko wyszli na prowadzenie. Bardzo dobre zagranie w pole karne w wykonaniu Adriana Wróblewskiego, na gola zamienił Sebastian Pączko. Po tej bramce ostródzianie cofnęli się do defensywy i oczekiwali na to, co zrobią ich przeciwnicy. Trzeba szczerze powiedzieć, że pierwsza połowa była po prostu nudna.
Piłkarze z Ełku głównie skrzydłami próbowali zagrozić ostródzkiej bramce, jednak często brakowało im tego ostatniego podania i tak naprawdę nie stworzyli sobie oni w pierwszej połowie zbyt wielu dogodnych sytuacji, chociaż optycznie mieli sporą przewagę nad piłkarzami z Ostródy. Wszystko co najlepsze w tym meczu, wydarzyło się jednak w drugiej połowie.
W 65 minucie goście doprowadzili do wyrównania. Po rzucie rożnym, bardzo dobrze w polu karnym odnalazł się Michał Hryszko i płaskim mierzonym strzałem pokonał Piotra Sikorę. Po tej sytuacji piłkarze z Ostródy ruszyli do ataków i przyniosły one skutek już po dziesięciu minutach. Bardzo dobre dośrodkowanie Łukasza Buczkowskiego, pięknym strzałem na gola zamienił Michał Danilczyk i mieliśmy 2:1 dla Sokoła. Jeżeli ktoś myślał, że na tym emocje w tym spotkaniu się skończyły, to był w wielkim błędzie.
Chwilę później, Danilczyk strzelił swoją drugą bramkę w tym spotkaniu, jednak tym razem była to bramka samobójcza. Po wrzucie z autu, trącił on piłkę głową, ta zmyliła bramkarza gospodarzy i wpadła do bramki. Znowu mieliśmy remis w tym spotkaniu i goście poczuli wtedy szansę, że mogą wywieźć z Ostródy trzy punkty. Zepchnęli oni ostródzian do głębokiej defensywy i w końcowych minutach meczu, praktycznie nie opuszczali ich pola karnego.
W 87 minucie ełczanie mieli rzut karny. Do piłki podszedł kapitan drużyny, Tomasz Tuttas, ale jego strzał w pięknym stylu obronił Piotr Sikora. Był to kolejny moment zwrotny w tym spotkaniu. Piłkarze Sokoła wyraźnie odżyli i uwierzyli, że mogą jeszcze wygrać to spotkanie. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, Adrian Wróblewski podał piłkę w pole karne do Cezarego Nowińskiego, ten próbował płasko zagrać do któregoś z napastników, ale piłkę przeciął środkowy obrońca gości, Maciej Malinowski. Zrobił to jednak na tyle niefortunnie, że skierował ją do własnej bramki.
Ostatecznie Sokół Ostróda wygrał z MKS Ełk 3:2. Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że gra ostródzian nie zachwycała. To goście z Ełku byli w tym meczu zespołem lepszym, ale w takim meczu styl nie był najważniejszy, tylko punkty. Ostródzianie potrzebowali punktów, jak tlenu, dlatego po końcowym gwizdku wśród ostródzkich piłkarzy zapanowała wielka euforia.
Wszyscy kibice i ludzie związani z piłką w Ostródzie mają nadzieje, że to zwycięstwo jeszcze scementuje zespół i sprawi, że drużyna zacznie w końcu regularnie zwyciężać, ponieważ punktów Sokół ma zdecydowanie za mało.
